Czerwiec 02 2020 03:39:31
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Nawigacja
Artykuły » Obozy, kolonie i zimowiska XIX - 1990-2001 » Obozy XIX - 1990.07.24-08.16 - Norwegia
Obozy XIX - 1990.07.24-08.16 - Norwegia

1989 <<< Obozy, kolonie i zimowiska XIX >>> 1991

Rok 1990 (tabela obozów, kolonii i zimowisk) <<< >>> Kronika XIX (rok 1990)


 

Obóz wędrowny XIX KI ("SD") w Norwegii. Udział w Zlocie Skautów Norweskich w Mandal.

Norwegia - 24.07-16.08.1990
90norwegia

(powyżej: plakietka obozu) --- (poniżej: uczestnicy obozu XIX KI oraz skauci z Halden)

90norwegia

uczestnicy

 


 

WSPOMNIENIE OBOZOWE

hm. Kazimierz Dziedzic


To był już mój dokładnie 44. obóz, lecz był tak nietypowy, że jest wart chociaż krótkiej wzmianki. Po raz pierwszy znalazłem się w na terenie zachodniejEuropy, a ściślej na jej północy. Była to rewizyta po wizycie w poprzednim roku grupy norweskich skautów KFUM z Halden w Polsce. Byli oni zszokowani niską jakością naszego poziomu życia. Według ich szefów był on na poziomie ich życia z lat pięćdziesiątych, stąd byłem zaciekawiony, jak oni tam też mogą żyć. Skauci KFUM to norweska organizacja skautowa męska działająca pod opieką YMCA.

Po długotrwałych perypetiach z załatwieniem paszportów a następnie wiz norweskich, dewiz i ubezpieczeń oraz tym podobnych „drobiazgów”, którymi głównie zajmowali się Krzysiek Pawluś jako komendant i Tadek Kasprzycki jako kwatermistrz (praktycznie jedyny z nas sprawnie posługujący się językiem angielskim powszechnie tam znanym), obóz rozpoczął się podróżą PKP do Świnoujścia, skąd odpływał „nasz” prom do Ystad.

Już wyjście na ląd w tym szwedzkim porcie było zasadniczo inne (wrażenie porządniejszego od naszego portu). Po powitaniuz naszymi Norwegami nastąpił załadunek do autobusu i podróż przez południe Szwecji do Norweskiego Halden. Wrażenia były wręcz szokujące − wszędzie wzorowy porządek, przed prawie każdym domem maszt z flagą państwową (czystą i wyprasowaną). Widoki z okien zadziwiały swoim przedziwnym ładem i harmonią. Większość budowli i innych obiektów, co zauważaliśmy i później już w Norwegii, była wtopiona w krajobraz, jakby to było ich naturalne miejsce. Były one też proporcjonalne do otoczenia.

Po całodniowej podróży przekroczyliśmy praktycznie bez problemów granicę szwedzko-norweską – oni bez żadnych dokumentów, nasze paszporty zostały do wbicia stempla przekroczenia granicy (nasi Norwedzy odebrali je później i następnego dnia nam je dostarczyli). Zostaliśmy zakwaterowaniw Halden w domu YMCA, oddanym nam do użytkowania na czas pobytu (łącznie z zapełnioną żywnością lodówką, a właściwie pokojem-chłodnią i instrukcjami obsługi ważniejszych urządzeń). Jak to się miało do naszych ówczesnych możliwości, które im zaoferowaliśmy w Polsce?

Po kilkudniowym pobycie w Halden i zwiedzeniu jego najbliższych okolic, łącznie z kajakowymi wędrówkami po jeziorach i zatokach morskich, pojechaliśmy na międzynarodowy zlot skautów w Mandal. Pomimo że nie było to daleko, nasi gospodarze niejako w rewanżu za naszą ubiegłoroczną zorganizowaną dla nich turystyczną wyprawę po najpiękniejszych miejscach południowej Polski, zafundowali nam autobusową wycieczkę okrężną tygodniową trasą przez pół Norwegii. 

Dotarliśmy do granic Laponii, jadąc przez bardzo ciekawe geograficznie regiony, mijając przy tym liczne niebotyczne z ostrych krawędzi skalnych. Inną atrakcją były biegnące krawędziami fiordów wąskie drogi wykute w zboczach skalnych, nad i pod którymi widać było pionowe urwiska. Po około tygodniu dotarliśmy wreszcie na południowe wybrzeże Norwegii nad Morze Północne do kampingu koło Mandal, gdzie miał się odbyć zlot.

Sam teren zlotu obejmował urozmaicony porośnięty lasami nadmorski obszar dobrze zagospodarowanego kampingu, w skład którego wchodziły jednak znaczne obszary „dzikiego” lasu. Po szybkim załatwieniu formalności zaprowadzono nas na miejsce naszego biwaku wyznaczonego zwykłym sznurkiem, który jak się okazało był dla uczestników zlotu podstawowym materiałem „budowlanym”, za pomocą którego skauci pilnie całymi godzinami urządzali swoje obozowiska, wykorzystując umiejętności wiązania węzłów u nas nieco lekceważone.

Drewno było używane sporadycznie − głównie przewiezione z „domu” przez poszczególne ekipy. Wówczas wyjaśniła się przyczyna wiezienia przez naszych Norwegów kilkunastu ponumerowanych belek ze śladami wcześniejszego użycia, z których potem zbudowaliśmy jadalnię. Nasze zdumienie i podziw budził zbudowany obok nas przez skautów angielskich ogromny kopulasty namiot składający się z pospinanych na guziki typowych pałatek wojskowych, mieszczący kilkudziesięcioosobowy „obóz”.

Kolejną niespodzianką była niezrozumiała początkowo prośba o wskazanie tzw. „liderów” oraz „rowersów”, bo wszyscy byliśmy instruktorami, podaliśmywięc jako liderów ścisłą komendę. Po rozpoczęciu zajęć zlotowych okazało się, że każda kategoria uczestników ma odrębne zajęcia i nie może w nich praktycznie uczestniczyć nikt spoza danej kategorii, w ten sposób jako liderzy zostaliśmy pozbawieni możliwości udziału w wielu ciekawych zajęciach, w zamian za to mogliśmy uczestniczyć w różnych formach życia „towarzyskiego”.

Artykuły spożywcze do przygotowania posiłków otrzymywaliśmy razem z dokładną instrukcją ich wykorzystania, np. jajka były oddzielnie opakowane wraz z instrukcją gotowania ich na twardo, zaczynającą się od polecenia wyjęcia z opakowania, włożenia do wody itd. Również soki miały precyzyjną instrukcję proporcji rozcieńczania. Na pewno było to pożyteczne dla osób nigdy niczego nie gotujących, ale nas bawiło. Nasi Norwedzy ściśle się do tych przepisów stosowali, a my niestety budziliśmy przerażenie stosując inne receptury i metody gotowania, bo jak można było zrobić z jajek jajecznicę, skoro powinny być na twardo. Potwierdzało to narodowe cechy − u nas innowacyjność i niesforność, a u Norwegów skrupulatne przestrzeganie przepisów.

Spędziliśmy tydzień, wypełniony oprócz zajęć plażowaniem i kąpielami w Morzu Północnym. Było ono o wiele cieplejsze niż Bałtyk, pomimo tego, że Mandal znajdujące się na samym południu Norwegii, leży znacznie dalej na północ od naszego wybrzeża. 

Potem wróciliśmy najbliższą drogą do gościnnego Halden. Stąd po krótkim pobycie i odpoczynku, połączonym ze zwiedzaniem miasta, z powodu końca norweskich wakacji szkolnych (15 VIII) udaliśmy poprzez szwedzkie Ystad w drogę powrotną do Krakowa. Zabraliśmy ze sobą spory bagaż doświadczeń do przemyśleń nad różnicami w działaniu i życiu skautów. Współpracę tą przez kolejne lata z powodzeniem kontynuowaliśmy.

 

Dziewiętnastak nr 13 • LISTOPAD 2016

 


.

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
1,675,391 unikalne wizyty